|
 |
|
|
|
|
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
|
 |
|
|
|
|
-
-
-
-
|
|
|
 |
 |
|
Kiedy zaczną śpiewać ptaki
Rozpasanie upału tego lata sięgało zenitu. Głos rozbrzmiewający w chłodnej sali o zapachu świeżej farby miał towarzyszyć mi przez lata. "A tak w ogóle to dlaczego się do nas przeniosłeś" - zapytała i wydała mi się dziwna. Dziwne były jej usta w kształcie serca - był na nich niepokój, który czasem staje się udziałem akacji rosnących samotnie pod rozżarzonym niebem.
Ustaliłem jej adres po macoszemu, niedokładnie, brnąłem więc teraz do Gródkowa drogami okrężnymi, piaszczystymi, a kiedy skończyły się drogi poprzez chaszcze i błękit.
Słońce tłukło mnie w głowę rozpaloną pięścią, powietrze drgało i falowało upałem. Wiedziałem, że moje szanse są prawie żadne - żałosne buty, kurtka i koszula, żałosny chudzielec z wypłowiałą w słońcu głową.
Gdy dotarłem na miejsce bohaterem wydarzeń stał się palec, palec u nogi ściśle mówiąc, jej nogi. To on poruszył się u jej nogi - "nie, nie mam czasu, nie nic z tego nie będzie" - twarz jednak pozostała niewzruszona.
Radio tego dnia podało wiadomość o napadzie w pobliskiej miejscowości. Scenariusz był prosty, brutalny - ochroniarze zastrzeleni z broni palnej, pieniądze zrabowane, napastnicy uciekli, matka kręcąca nosem z przerażeniem, takie rzeczy się dziś dzieją.
Kolejny dzień to włóczęga, deszcz spadł rano i wysechł pozostawiając po sobie niezapomniany zapach ziemi. Wśród brył betonu i gór tęczowego szkła brnąłem bez celu przez stare wysypisko. Okolica była znana ze spotkań przestępców, narkomanów, złodziei. Przychodzili tu jednak zawsze dopiero wczesnym wieczorem, lub w nocy więc czułem się bezpiecznie. Jak często już bywało zaszedłem do starej rozdzielni ogrzewania. Pośród rupieci moją uwagę przykuł pakunek, zawahałem się...tyle makabrycznych historii wiąże się z pakunkami znajdowanymi ot, tak przypadkowo. Chłód hali stał się nagle przenikliwy. Ciekawość jednak wzięła górę, rozwinąłem najpierw papier, potem folię. W środku były banknoty w kilkunastu paczkach i dwa pistolety, walthery.
Teraz, kiedy dzień jeszcze nie wstał wspomnienia nabierają mocy. Są jak bucząca nisko odległa elektrownia. Panuje cisza , ale wiem, że niedługo ptaki znów zaczną śpiewać.
Mam jedną tajemnicę, jest nią szafka. W szafce trzymałem zawsze to, co pragnąłem ukryć, zabezpieczyłem ją chytrze dwoma zamkami. Jeden był na klucz, a drugi to zasówka, odciągana od tyłu i niewidoczna dla kogoś, kto nie wie o jej istnieniu. Teraz wyciągam z niej paczkę owiniętą w papier i rozpuszczalnik. Był mi potrzebny przy rozpalaniu w piecu.
Otwieram okno, zapach rozpuszczalnika miesza się z zapachem poranka, ptaki zaczynają śpiewać. Zatrzaskuję za sobą drzwi i wiem, że jestem tu ostatni raz, oczyszczony, nowy, święty, zbawiony. Huk ognia pogania mnie, w oddali słyszę zbliżający się pociąg, ruszam szybciej.
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
 |
|
|
|
 |
|
|
|
 |
|
|
|
 |
|
|
|
 |
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
huśtawka
uczepiłam się twoich ust
czyniąc z nich huśtawkę
obłędu
śmieję się teraz jak dziecko
gdy mijam Twoje oczy
unosząc się
i
opadając
na huśtawce obłędu
z której jeszcze nie spadłam
Ewa Turska
|
|
|